• Wpisów: 26
  • Średnio co: 95 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 17:03
  • Licznik odwiedzin: 1 829 / 2570 dni
 
symeon
 
Symeon: 13.

“Sny”



Fizjologia snu nie została do tej pory zgłębiona. Badania jego istoty pochłonęły już dziesiątki godzin obserwacji klinicznych, stosy papieru do analiz i opisów poszczególnych przypadków. Nadal nikomu nie udało się zbadać jego tajemnic i systemu funkcjonowania. Powstało na jego temat wiele teorii nie tylko medycznych i psychologicznych, ale i parapsychologicznych, religijnych, społecznych, filozoficznych, egzystencjalnych. Mimo wielu wysiłków nadal nie wiadomo, jak funkcjonuje w naszym mózgu struktura senna i co wspólnego ma z naszym realnym życiem, skoro nijak się z nim nie może łączyć.  

Sen regeneruje nasz organizm. Wiedzą to wszyscy, że bez niego nie możemy poprawnie funkcjonować. Człowiek statystycznie prawie połowę swojego życia przesypia, przenosi się w nieświadomy stan ciała i trwa w nim przez określony czas. Wyłączają się (lub spowalniają pracę) wówczas "zbędne" systemy organizmu, a energia kumuluje się w mózgu, który "produkuje" sen. W tej małej fabryce powstają obrazy oparte na doznaniach dnia. Odbija się w naszym umyśle praca, dom, rodzina, znajomi, lecz te obrazy pociągnięte są przeważnie woalem czegoś nierozpoznanego, jakąś tajemnicą i głębią. Pośród znanych nam osób nagle pojawia się ktoś obcy, ktoś, z kim nigdy nie mieliśmy styczności lub nagle przeniesieni zostajemy w nieznane miejsce.

Obecność w naszych snach osób nam znajomych da się łatwo wytłumaczyć – emocje pozytywne lub negatywne związane właśnie z tymi osobami długo pozostają w naszym umyśle, lecz skąd biorą się miejsca i osoby nam nieznane? Często się zdarza, iż we śnie znamy tę osobę znakomicie, lecz po przebudzeniu, jeśli pamiętamy szczegóły, nie wiemy, kto to był. Mamy przed oczyma zamazaną postać, twarzy nie możemy rozpoznać, do tego miejsce spotkania było dość dziwne. Jeśli ktoś jest dociekliwy, będzie starał się rozpracować znaczenie snu.

Prawdopodobnie kojarzenie tych nieznanych osób z osobami rzeczywistymi nic nie da. Są to najczęściej wytwory naszego mózgu, nigdy nie istniejące ani w przeszłości, ani w teraźniejszości. Więc skąd się biorą? Jakieś logiczne wytłumaczenie przecież musi istnieć. Nie może przecież powstać w naszym umyśle, nawet nieświadomym, coś, czego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, tym bardziej iż jesteśmy zaangażowani w sytuację. Chyba krokiem nieuzasadnionym w pełni byłoby powoływanie się na Freuda , gdyż on badał kliniczne przypadki zaburzeń emocjonalnych i niezrealizowane (stłumione) pragnienia erotyczne człowieka. Freuda interesowało to, co pacjent wyparł z pamięci z czasów dzieciństwa lub jego nieświadome nawyki, odruchy, które w pewien sposób przypominają o wypartym fakcie i prowadzą do jego ponownego uaktywnienia się.

Tak więc Freud nie poda nam pomocnej dłoni w rozwiązaniu tej sprawy. Trzeba sięgnąć do filozofii, cykliczności istnienia i teorii reinkarnacji. Osobiście uważam, iż właśnie na tym polu będzie można stworzyć teorię, oczywiście czysto hipotetyczną.

A co, jeśli poprzez nasze sny przebija się fragmentaryczność naszego poprzedniego życia? Przebłyski poprzedniego wcielenia? Nieznane nam obrazy z czegoś tak odległego, nieznanego i tajemniczego dają znać o swoim minionym istnieniu. Jakieś prawdopodobieństwo istnieje, pomimo tego iż rodzimy się "tabula rasa", bo jak wytłumaczyć te przebłyski nieznanego? Daleko mi oczywiście do mitu reinkarnacji ludów hinduskich i azjatyckich, gdzie można było być żabą, krową, słoniem czy sosną, mam raczej na myśli zmienność ludzkich jednostek w następujących po sobie pokoleniach i pewną powtarzalność faktów.

Problem ten pojawił się już w dialogach Platona. Otóż filozof ten badał przypadek rozwoju i nagłego upadku mitycznej Atlantydy. Według jego ustaleń była to wysoko rozwinięta cywilizacja, która nagle upadła i pogrzebana została w odmętach oceanu. Teoria ta przypomina nieco biblijny potop, który zniszczył potomków Adama i Ewy. I tak, według Platona, potop, który zniszczył Atlantydę nie jest tym potopem z Biblii. To odrębne zjawiska. Wynika z tego, iż potopy takie zdarzają się cyklicznie i niszczą ludzkie cywilizacje. Czasu ich następowania niepodobna jest ustalić, ale powracają w regularnych odstępach. I tak właśnie rodzi się pokolenie, rozwija i ginie, by powrócić ponownie w nieokreślonej przyszłości. W kontekście tej filozofii uzasadniona jest teoria powrotów pokoleń i może tych samych jednostek ludzkich w podobnych lub nawet takich samych kombinacjach i konfiguracjach życiowych.

Podobnie kwestię powtarzalności świata i ludzi przedstawiają inni filozofowie przyrody. Teoria Sfajrosu jest w tym aspekcie chyba dokładniejsza i bardziej przekonująca, gdyż pierwiastki łączą się ze sobą w wyniku działania siły Miłości i rozpadają z przyczyn sił Nienawiści. Ziemia łączy się z ziemią, woda z wodą, ogień z ogniem i tworzą wszystkie elementy świata, po czym te elementy się rozpadają i powracają do stanu pierwotnego, by w jakiś czas później znów ze sobą się połączyć. I właśnie tu szukałbym odpowiedzi na to, co dzieje się w naszych snach. Teoria Sfajrosu tłumaczyłaby pojawianie się w naszych snach miejsc i osób, których nie znamy w aktualnym życiu. Ale znaliśmy je w poprzednim wcieleniu, dlatego przenikają granice światów i dają o sobie znać w taki, a nie inny sposób. Może jest to jakiś znak dla nas, dla naszego postępowania, jakaś droga, którą powinniśmy zdążać.  

Ciekawe rozwiązanie zaproponował w swym dramacie belgijski twórca – Maeterlinck. W baśniowym i kolorowym świecie "Niebieskiego ptaka" dwoje dzieci udaje się w podróż w poszukiwaniu szcześcia. Ma być nim własnie tytułowy niebieski ptak. Nikt nie wie, gdzie go odnaleźć. Z czasem dzieci trafiają do królestwa Czasu. Starzec ten pilnuje równowagi życia na ziemi. Przyjmuje dusze, które opuściły swoje ciała i wypuszcza nowe do nowonarodzonych ciał. A co ciekawe, te stare dusze w królestwie Czasu znów stają się młode i czekają w kolejce na ponowne zejście na ziemię i wcielenie się w nowego człowieka, jednak przed tym poddane są "zastrzykowi" zapomnienia, tak aby nic nie pamiętać z tego, co było.  

Chciałbym, aby była to prawda, że za milion lat znów spotkamy osoby, która znamy aktualnie, szkoda jedynie, że nie będziemy w stanie naprawić błędów, z którymi się borykamy.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków